| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      


statystyka

Wpisy z tagiem: szafiarki

poniedziałek, 08 listopada 2010
O, wiem, dla upamiętnienia ofiar zrobię sobie zdjęcie!
Miałam dać sobie spokój, ale okazało się, że zgodnie z regułą: "nie mogę pójść spać, bo ktoś w internecie nie ma racji", naprawdę nie mogę pójść spać, bo mną trochę trzęsie.

Okazuje się, że ile by skandali nie było (Ryfka przypomniała modową sesję magazynu pokładowego EasyJeta, która była zrobiona pod berlińskim pomnikiem upamiętniającym Holokaust), to i tak wcześniej czy później ktoś powtórzy ten sam błąd. Swoją drogą, biedna Justyna Steczkowska, w takich sytuacjach ciągle wyciągają jej sesję na cmentarzu - sesję sprzed wielu-wielu lat, której nie można znaleźć w czeluściach sieci (srsly, jak często coś takiego się zdarza?).

Ale do rzeczy, kilka godzin temu trafiłam na pewną sesję szafiarską, zrobioną pod Pawiakiem na warszawskim Muranowie. Sesję pod hasłem "dla upamiętnienia zakatowanych w tym miejscu Polaków zrobię sobie zdjęcia i powieszę je na blogu" (bo mnie zależy, bo ja pamiętam, a wy wszyscy to nawet znicza nie zapaliliście w tym miejscu, a ja owszem, a ja tak). I mną zatrzęsło.

Po części pewnie dlatego, że jestem muranowskim lokalsem i widuję zapalone znicze i wiązanki nie tylko pod Pawiakiem, czy pod Pomnikiem Bohaterów Getta, ale pod wszystkimi innymi pomnikami i tablicami, których w okolicy jest naprawdę sporo. I setki turystów. I być może, próbując oswoić sobie to miejsce i jego symbolikę, a przy okazji normalnie żyć, wyznaczyłam sobie granice, co można, a czego nie można robić.

Nie wiem więc, czy aby moje oburzenie sesją szafiarską na Pawiaku nie wynika z mojego poczucia wyższości lub problemów z odbiorem terenów dawnego getta jako miejsca, w którym można być szczęśliwym i robić sobie zdjęcia, bo sobie podzieliłam dzielnicę na różne strefy, trochę na zasadzie: o, tu przystań na moment i oddaj hołd, a tu, trzy metry dalej, to już możesz robić, co dusza zapragnie i ciało zechce.

Ale może jest coś niestosownego w sesjach na cmentarzach i w miejscach kaźni? Ale skoro cała Warszawa to jeden wielki cmentarz, to może nie można nigdzie robić sobie zdjęć na modowe blogaski? Może właśnie powinniśmy pokazać, że robimy dobry użytek z naszego życia, za które przecież inni oddali swoje (uderzam w patetyczne tony, na co dzień tak nie mam, naprawdę), i będziemy zachowywać się głupio, bo możemy. I w końcu za to ginęli powstańcy, za to, byśmy mogli żyć w dowolnie wybrany przez nas sposób.

Ale wciąż mam wrażenie, że to co najmniej bezmyślność robić sobie sesje w miejscach dość specyficznych (przy braku lepszego słowa) i nie widzieć przy tym najmniejszego problemu? Bo sesje na cmentarzach są niestosowne. I głupie. Bo to kwestia szacunku, nie tylko dla tradycji, ale także dla innych ludzi.

Przy poprzedniej dyskusji na ten temat (zarówn online'owej na szafiarskim forum, jak i offline'owej nie tylko wśród modowych blogerek) padały przykłady cmentarza Pere Lachaise czy tradycji meksykańskiej, w której czci się zmarłych imprezami przy ich grobach. Przyznaję, podobne argumenty trafiają do mnie, ale mimo to wciąż mam wątpliwości - nie rozumiem, jak szafiarska sesja na miejscu kaźni to "upamiętnianie ofiar". Bo to dla mnie jednak jest niestosowne. I głupie. I w złym stylu. I żeby nie było, że hejterzę, czy też dołączam do stadnej nagonki na biedną szafiarkę. Jestem złośliwa, ale się hamuję.

Niedzielny wieczór i część niedzielno-poniedziałkowej nocy spędziłam na kolejnych facepalmach, próbując dyskutować z dziewczyną od tej nieszczęsnej sesji, zamiast oglądać Buffy, tam przynajmniej było wiadomo, że jak ktoś biega wystylizowany po cmentarzu, to wampir albo pogromczyni.

Tagi: szafiarki
02:26, mpaulk , tekst
Link Komentarze (3) »
niedziela, 15 sierpnia 2010
Niebywale zgrabne nogi
Nie wiem, czy to podpada pod seksizm czy bodyizm, czy też jakikolwiek inny -izm, ale moim zdaniem one mają niebywale zgrabne nogi. I dobry styl (tak dla jasności, żeby ktoś znów nie pogubił się i źle zrozumiał).
Eliza i Paulina:



pasaż Wiecha


niedziela, 25 lipca 2010
Supermodelka w Warszawie (preview)
Uwielbia Nowy Jork, kocha to, co robi, jest fanką Marni i Balenciagi, zasiada w jury konkursu Lexus Fashion Awards. Aaaa, i jest jedną z modelek dekady (według amerykańskiego Vogue'a). Kasia Struss, polska supermodelka. Supermodelka, którą poznały niektóre polskie blogerki (co, zazdrościcie nam? :D Ja sobie zazdroszczę).
















Toyota Motor Poland, ul. Konstruktorska

czwartek, 01 lipca 2010
Maxi dress, czyli o trendsetterstwie
Trafiło na mnie, choć nie sądziłam, że na mnie właśnie trafi. Mam maksisukienkę i zamierzam ją nosić. Do niedawna myślałam, że jestem na to za niska (160 cm), ale okazało się, że to nie jest przeszkoda.

I tak kontemplując czarną długą nową sukienkę pomyślałam sobie o trendsetterstwie. Wielokrotnie mówiłam, że przepowiadanie trendów to zazwyczaj wróżenie z fusów. I powtórzę się tym razem - o ile prognozowanie, co będzie modne za dwa lata to czyste myślenie życzeniowe, to obserwacja ulicy i cool- lub trendhunting ma sens. Dowód? Najmodniejsze spodnie XXI wieku najpierw pojawiły się na ulicach, potem trafiły na wybiegi - rurki i hammerki. Za to wysokie talie i szerokie nogawki, choć promowane na wybiegach i przepowiadane jako "next big thing", jakoś się nie przyjęły zbyt powszechnie. Owszem, fashionistki i szafiarki z całego świata chętnie się w nich fotografowały, ale to nie przełożyło się na to, co chętnie kupowały i nosiły klientki sieciówek odzieżowych.

Moja znajoma, która reprezentuje i promuje pewną polską markę, opowiadała mi w ramach anegdoty, że to, co podoba się stylistkom i redaktorkom modowym, co chętnie pokazywane jest na sesjach, wcale się dobrze nie sprzedaje. Bestsellery sprzedażowe nie trafiają na łamy czasopism ani do edytoriali. Być może, jak się pocieszałam (bo mi też spodobały się rzeczy, które niezbyt dobrze się sprzedają), ludzie z branży myślą o sezon-dwa do przodu, może klientki, które wydają własne, ciężko zarobione pieniądze, muszą się oswoić z trendami, zobaczyć je wystarczająco często w pismach modowych, na zdjęciach na blogach szafiarskich, na ulicy, na dziewczynach, które szukają nowości i nowych trendów, zanim odważą się coś kupić. W końcu ja mam tak samo - i miałam tak z maxidress. Musiałam się z nią oswoić, musiałam zobaczyć tysiąc zdjęć, by pomyśleć, że może to coś dla mnie.

Ale też myślę sobie, że w dzisiejszych czasach trendsetterstwo jest przereklamowane bo każdy może być trendsetterem, bo teraz modne jest absolutnie wszystko, i czasem trudno powiedzieć, czy ktoś jest w tyle za trendami, czy też jest awangardą i wyprzedza je o dwa sezony.



Oto mój kapelusz (zdjęcie z 2008 roku), noszony przeze mnie od kilku lat, raz w ramach żartu, raz w ramach osłony przed słoncem, stał się nagle jednym z najbardziej "in" dodatków tego lata. Nie zliczę, ile razy w ciągu tych kilku słonecznych dni (a mieliśmy ich w Warszawie od maja może z pięć) pytano mnie, gdzie go kupiłam. Tak, parafrazując pewne powiedzenie Sun Tzu, jeśli wystarczająco długo będziesz coś nosić, okaże się, że to jeden z najważniejszych trednów sezonu. Bo rzecz nie w trendsettingu, co w posiadaniu własnego stylu. Co mi przypomina, że maksisukienki i hammerki to od zawsze nosiła Baglady. I być może tu tkwi sekret, wystarczy nosić swoje i się nie rozglądać na boki. Tkwić przy swoim stylu i nie żałować. Za dwadzieścia lat nie będzie się oglądało własnych zdjęć z młodości i przeżywało mentalne facepalmy (jak ja mogłam to na siebie włożyć? what was I thinking?).

wtorek, 29 czerwca 2010
Szafiarska konkurencja
Tak, powtarzając za kimś, za Ryfką może?, szafiarki stanowią nieuczciwą konkurencję.





Idą i wygrywają, i innym szans nie dają. I tak jest co konkurs. Organizatorzy powinni stworzyć osobną konkurencję. Szafiarki only. Bo inaczej z góry wiadomo, kto wygra.



Superkaro na Warsaw Fashion Street, Krak. Przedmieście

czwartek, 04 lutego 2010
Cybernetyki 222
Na otwarciu showroomu Cybernetyki Szwalnia spotkałam kilka warszawskich szafiarek i dotarło do mnie, że wreszcie nie jest to jakieś specjalne tajne spotkanie z szafiarkami lub blogerkami, tuż obok oficjalnego eventu dla redaktorek modowych i stylistów. Czyli - nareszcie normalnie.

Kakabubu (Wintydż) odmówiła pozowania:



ul. Cybernetyki 2

Podobno Morven (aka Szafiareczka) jest jedyną uśmiechniętą polską szafiarką - ona naprawdę zawsze jest uśmiechnięta!



ul. Cybernetyki 2

Pani DJ:

ul. Cybernetyki 2