Menu

streets of warsaw

ulice warszawy

Guzik z pętęlką, czyli czemu kobieta zapina się inaczej niż mężczyzna

mpaulk

W skrócie - klasizm, seksizm i trochę historii. Jeśli jesteś praworęczną kobietą lub leworęcznym facetem, to masz problem.


W męskich ubraniach guziki są z lewej strony (gdy patrzymy na ubranie) - po założeniu znajdują się po prawej, więc ich zapinianie jest wygodne dla praworęcznych mężczyzn. W przypadku kobiet jest na odwrót.

Skąd się to wzięło?
Ze zwyczajów klasy uprzywilejowanej, nie inaczej.
Męskie ubrania zwyczajowo mają guziki naszyte po lewej stronie (gdy patrzymy na ubranie), kobiece na odwrót - taki sposób umieszczenia guzików służył wygodzie osób je zapinających. Dawniej męskie ubrania zapinane były z przodu, tak, by nawet majętny mężczyzna mógł je swobodnie zapiąć i rozpiąć. Kobiety nosiły ubrania zapinane z tyłu - bez pomocy służącej nie dałyby rady ich zapiąć (począwszy od gorsetów po suknie - założenie tego wszystkiego wymagało asysty bądź pomocy drugiej osoby).

Dziś guziki po prawej lub lewej stronie służą jedynie rozróżnianiu, czy daną część garderoby kupiono w męskiej lub kobieciej części sklepu.

Pytanie - czy koszula widoczna na zdjęciu jest męska, czy damska?

Swoją drogą, kołnierze zapinane na guziki też zawdzięczamy klasie wyższej, a konkretnie graczom polo, którzy nie chcieli, by kołnierze im się zawijały do góry i zawadzały o twarz.

Jak zdobyć karnet na Fashion Week Poland w Łodzi?

mpaulk
FashionPhilosophy Fashion Week Poland, największa i najbardziej
rozpoznawalna impreza modowa w Polsce, rozpoczyna się już 26 października. Podobno jeśli ktoś nie zadbał o to wcześniej, nie ma już szans na wejściówki, ALE...



ALE! Nic straconego - projektanci wciąż organizują fejsbukowe konkursy, w których można wygrać pojedyncze wejściówki na ich pokazy. Jeśli jednak interesuje Was coś więcej, na przykład karnet na całą imprezę, to także jeszcze nic straconego. Jest szansa!
 

Samochodowa marka MINI oraz radio Chilli ZET mają dwa karnety - a mogą one trafić w ręce osób, które do niedzieli, 23 października, stworzą ciekawą stylizację zainspirowaną autami MINI i muzyką Chilli ZET i wypełnić krótki formularz na stronie www.MINIInspiruje.pl.

Nagrodą oprócz dwóch karnety na FashionWeek Poland jest weekendowe testowanie MINI Coupè.


Plich w Warszawie

mpaulk
Projektant nie ma showroomu w Warszawie, jeśli będziecie w pobliżu krakowskiego Rynku, to możecie odwiedzić jego krakowski butik (warto!).
Ale nie wszyscy muszą jechać aż do Krakowa (:D), niektórzy mieli szczęście wpaść na chwilę do Apartamentu Prezydenckiego w jednym z hoteli w centrum Warszawy (nie, nie do tego, w którym zatrzymał się prezydent USA) i z bliska obejrzeć rzeczy z nowej kolekcji.





Nie da się ukryć, to są drogie ubrania, sukienki kosztują sporo, większość w granicach 2-3 tysięcy złotych. Ale tak sobie pomyślałam o jasnych (beżowych, różowych czy białych) sukienkach, że idealnie nadają się na wiosenny lub letni ślub, a o ileż piękniejsze niż te w katalogach salonów ślubnych (projektant ma własną linię sukienek ślubnych, ale tych nie widziałam właściwie poza dwoma modelami, więc nie będę się wypowiadać).

Z innych plusów - buty, prześliczne buty i fajne torebki.

Luksus na Pl. Trzech Krzyży

mpaulk
Marka Tod's zaprosił klientów (choć chyba przede wszystkim klientki) do nowo otwartego salonu przy pl. Trzech Krzyży na koktajl, zakupy i podpatrywanie włoskiej pani szewc przy pracy. Pani szewc cierpliwie szyła buty i, co wydaje mi się świetnym pomysłem i znakomitą promocją, personalizowała zakupionye mokasyny. Tak zwana custamizacja to bardzo modne hasło ostatni czasy (używane przez wszystkich od Prady po LV).













Pl. Trzech Krzyży 3/4

Zdaje się, że Plac Trzech Krzyży i okolice wyrastają na warszawskie zagłębie luksusu - to taka uwaga na marginesie.

***
Więcej będziecie mogli zobaczyć pewnie we wszystkich programach plotkarskich i imprezowych.


Easter egg czyli jajo dla jaj

mpaulk

Moje ulubione wielkanocne jaja to te, których trzeba szukać. Radość ze znalezienia takiego bywa większa od radości z samego jaja. Lubię easter eggs w filmach, książkach i w google maps. Ale uwielbiam te z metek.

Najsłynniejszym easter eggiem jest napis z metki z 2004 roku - hasło "Nous sommes desoles que notre president soit un idiot. Nous n'avons pas vote pour lui" ('We are sorry that our president is an idiot. We didn't vote for him'), które widniało na metce amerykańskiej marki Tom Bihn, miało odnosić się do George'a Busha.

Innymi zabawnymi, ale niestety nieprawdziwymi, easter eggsami są metki sugerujące, by ubranie podrzuć do prania mamie, ta metka to szopka, ta chyba też.

Moimi ulubionymi metkami są te z ubrań marki Ted Baker - ta brytyjska marka postawiła na marketing szeptany i kreatywne pomysły (właściciel nie miał pieniędzy na reklamę, więc wybrał inne podejście do promocji). Na metkach znajdziecie na przykład wezwanie do miłowania zakupionych rzeczy:


lub też noszenia ubrań z dumą:


Nie wspominając już o zaufaniu :).

Na pudełku po tenisówkach Pumy widać propozycje wykorzystania tegoż:


Na koniec coś, co powinno widnieć na wszystkich metkach! Gap/Banana Republic i chyba Old Navy (nie mam pod ręką żadnych ubrań tej ostatniej) na metkach umieszczają oznaczenie kolekcji, z której pochodzi dana rzecz.

Tu sweter z kolekcji wiosna 2009:


A tu kurtka z kolekcji jesiennej z 2006 roku:



Czytajcie metki nie tylko od święta! A przy okazji, Zdrowych i Pogodnych!


Wszystko, co najlepsze

mpaulk
Zbierałam się do napisania tej notki przez całe dwa dni... Byłam na pokazie dyplomów Międzynarodowej Szkoły Kostiumografii i Projektowania Ubioru, ale niestety nie mam żadnych zdjęć (a notka bez zdjęć się nie liczy). Ale jednak postanowiłam podzielić się ze światem swoim zdaniem.

Bo moim zdaniem ten pokaz dyplomów pokazuje dokładnie, co jest dobre, a co złe w polskiej (młodej) modzie. MSKPU zaczyna wyrastać na ważnego gracza, jeśli chodzi o przygotowanie studentów/młodych projektantów do zawodu. Ale mam wrażenie, że trochę nacisk położony jest na ilość, a nie jakość.

Niestety, nie da się rzetelnie ocenić pokazu, który trwa dwie godziny, każdy z dyplomantów ma 3 minuty dla siebie, a ogranizatorzy zapominają o przygotowaniu materiałów chociażby z nazwiskami osób, których projekty pojawiają się na wybiegu. Brak materiałów prasowych byłby do wybaczenia, gdyby to był pokaz tylko dla studentów, ich rodzin i wykładowców. Skoro jednak szkoła postanowiła przygotować profesjonalny pokaz... I jak każdy profesjonalny pokaz ten rozpoczął się z prawie godzinnym opóźnieniem (co ja akurat nie uważam za bardzo profesjonalne, marzy mi się, by na zaproszeniach znalazły się informacje typu "zapraszamy od godziny tej i tej, pokaz rozpocznie się o godzinie tej i tej" i by godziny te były ściśle przestrzegane). Niestety opóźnienie obróciło się przeciwko projektatntom pokazującym swe dyplomy, bo po ok. 20-25 minutach pokazu pierwsze rzędy zaczęły się przerzedzać, po godzinie zostali tylko najwytrwalsi. Nie wiem, czy na takie pokazy jest sens zapraszać vipów, panie z telewizji i pogodynki. Owszem, rozumiem, jak działa branża, i na czym polega promocja i "sprzedaż" takiej imprezy, i że liczą się zdjęcia w rubrykach towarzyskich i tabloidach, ale skoro ta impreza poświęcona jest młodym projektantom, którzy dopiero zaczynają istnieć na rynku modowym, lepiej byłoby zaprosić więcej stylistów, dziennikarzy z redakcji modowych, właścicieli butików i multibrandów (muszę jednak dodać, że wiem, że na widowni były osoby związane z m.in. Forget-me-not i FDG).

A wracając do bohaterów, czyli absolwentów MSKPU, to mam wrażenie, że zbiorowo inspirowali się tym samym - tymi samymi trendami, tymi samymi fasonami. Może to kwestia tego, czym żyje szkoła, tego, czego się uczą, co przekazują im wykładowcy. Większość pokazanych minikolekcji można zbiorowo określić w kilku słowach: minimalizm, geometria, Lady Gaga, legginsy, biel, skaj i skóra lakierowana.

Kolekcji było dużo, chyba za dużo, i być może lepiej byłoby wybrać najlepsze dyplomy (najlepiej ocenione?) i w ramach wyróżnienia przygotować pokaz tylko 10-20 najciekawszych? Bo jednak te kolekcje różniły się i jakością wykonania (niektóre były znakomicie uszyte, inne wyglądały dość amatorsko), i sposobem prezentacji. Były kolekcje pret-a-porter, które niemalże mogłyby się znaleźć w sklepie sieciowym, były i takie, które zdecydowanie nie nadawały się do noszenia - z wielu powodów, i nie chodzi mi o to, że były zbyt odjechane czy udziwnione. Były po prostu źle uszyte.

Tylko kilka kolekcji wpadło mi w oko na tyle, bym zapamiętała/zapisała nazwisko (BTW - prowadząca imprezę Aleksandra Nieśpielak uparła się, by przedstawiać projektantów w formule "najpierw nazwisko, potem imię" i zajęło chyba z godzinę, zanim ktoś jej zasugerował, że może jednak nie tak to się robi).

Dwie najlepsze moim zdaniem kolekcje pokazały: Nina Królikowska (o ile dobrze pamiętam, to ona otwierała pokaz) i Katarzyna Walentynowicz. Pokaz Katarzyny mnie zachwycił - to w skrócie dzianina sportowa - Sonia Rykiel meets Yohji Yamamoto. Spójna kreacja, świetne wykonanie, ubrania nadające się do noszenia, a jednocześnie niebanalne. Nina Królikowska pokazała kolekcję męską, ale imo mogłaby to być kolekcja uniseks, kolekcja nawiązująca do najlepszych pokazów Helmuta Langa czy Jil Sander.

Inne kolekcje, które wpadły mi w oko:
Marta Smolarczyk - minimalizm w stylu lat 60., kolekcja z dominującą bielą.
Michał Szlasa - kostiumy, które mogłaby założyć tylko Lady Gaga, pokazane na wybiegu na chłopakach - bardziej performance niż pokaz, ale przynajmniej nie było nudno.

Karolina Karpowicz - kolekcja utrzymana w czerwieni, pret-a-porter, dobrze uszyta, trochę zbyt poprawna.

Małgorzata Skorupa - kolekcja damska i męska.

Tomasz Białek - odniósł się do ikon popkultury i zrobił to w inteligentny sposób (puszka zupy wylewająca się na sukienkę z wizerunkiem Naomi Campbell).

© streets of warsaw
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci