Menu

streets of warsaw

ulice warszawy

Depeche Mode u Diora

mpaulk

Zupełne zaskoczenie. Piosenka Depeche Mode jako muzyka do reklamówki Diora. Nawet sam klip w stylu depeche'owym. Reżyseria: Inez van Lamsweerde i Vinoodh Matadin.





 

 

What

mpaulk

Hm, kolejny wpis, do którego zabierałam się od dawna. Moja ulubiona torebka, vintage'owy okaz, w posiadaniu rodzinnym od dziesięcioleci:

 

Ma co najmniej +/- 30 lat, zapewne pochodzi z połowy lat 70., może z końcówki tej dekady. Kiedyś była znacznie jaśniejsza, treraz ma miodowo-camelowy kolor.

 

Nie wiem, jaka to marka, bo napis "beauty" to chyba nie jest nazwa własna. Zwykle jest w pozycji horyzontalnej, ale ja przekręcam go wertykalnie. You know, what I mean, eh? Teraz to kopertówka (clutch), kiedyś można było doczepić do niej długi wąski pasek i zmienić w torebkę na ramię, ale jakoś po drodze udało mi się zgubić pasek, i teraz jedynie te napy przypominają stare czasy podwójnej tożsamości:

Zwykle w środku można znaleźć:

 

Czyli: gumy do rzucia, antybakteryjny żel do rąk, Ricoh od brata, kredkę do oczu Clinique (coco shimer i starry plum), puder Chanel translucent, słuchawki do iPhone'a, błyszczyk JK Jemma Kidd (ostatnio kolor Undress, zamiennie ze szminką MACa lub/i Carmeksem).

Ale zawsze, ZAWSZE!, ostatnio mam przy sobie tego pana:

Terminator, model T.R.I.P-600. Dla przyjaciół Termi.

 

From family with love

mpaulk

O projektach Miki Kośki zamierzałam napisać już od dawna, ale ciągle nie mogłam się zabrać. Ale brat niechcący spowodował, że w końcu postanowiłam odświeżyć bloga i napisać o Mice - podarował mi bowiem tiszerto-bluzę z najmłodszej marki projektowanej przez Mikę. A właściwie współprojektowanej, bo familowe to projekt rodzinny, w który zamieszany jest także jej mąż oraz córka Matylda.

 

 

T-shirt przyszedł w czymś takim:

 

Oczywiście koperta wzbudziła zainteresowanie rodzinnej kotki:

 

Familove, podobnie jak wszystkie projekty Miki, to marka eko:

 

Do mnie przyszedł taki top, w ramach okazywania sobie rodzinnej miłości:

 

Więcej do znalezienia pod adresem familove.com. Sponsorem tej notki było słowo: rodzina.

Pstryk, klik - czyli zachwyt tygodnia

mpaulk

Lubię takie reklamy - reklamy, które zaskakują, które są inne.

Zwykle reklamy kosmetyków są mocno podrasowane - photoshop, animacje, efekty specjalne. Przy reklamie tuszu do rzęs zawsze spodziewajcie się sztucznych rzęs, przy reklamie kremu przeciwzmarszczkowego animacji z wnikającymi w skórę tajemniczymi cząsteczkami i wygładzającymi się zagłębieniami. A wszystko to z aktorkami świeżo po liftingu lub wybotoksowanymi do granic możliwości, albo z olśniewającymi modelkami, których zdjęcia zostały poddane tak intensywnej obróbce, że ani jeden piksel nie został bez zmiany. Ale, oczywiście, cudowny wygląd tych gwiazd/modelek zawdzięczany jest jedynie reklamowanemu produktowi. Jedną z nielicznych marek kosmetycznych, których reklamy pokazują tylko produkt - bez żadnej gwiazdy, jest Clinique.

 

Po zeszłorocznym sukcesie reklamy lakierów do paznokci Chanel, okazało się, że takie podejście działa, na początu stycznia marka Dior pokazała reklamę paletki do makijażu oczu. Bez marudzenia o tym, że nasze oczy będą cudownie wyglądać, bez wciskania, że cienie do powiek marki Dior sprawią, że będziemy wyglądać tak jak Natalie Portman, sprzedają nam za to wizję marki - nowoczesnej, uroczej, zabawnej. I ja to kupuję (*).

 



*) nie do końca dosłownie. Ale uważam, że klip jest fajny. Tylko i aż tyle.

Przedświątecznie

mpaulk

Spokojnych.

 

 

 

Oby każdy Elektroniczny Morderca okazywał się zawsze Aniołem Stróżem przysłanym z przyszłości. Nie tylko od święta.

 


Lipstick index, długość spódnicy i inne ekonomiczne wskaźniki

mpaulk

Lipstick index to taki na wpół poważny wskaźnik ekonomiczny - im wyższy, tym większy kryzys. Wziął się stąd, że marka Estee Lauder zaobserowała wzrost sprzedaży szminek w czasie recesji kilka lat temu (na początku XXI wieku). Po lipstick index pojawiły się kolejne - high heels index (im wyższe obcasy, tym gorzej z gospodarką) i nail polish index.

 

 

 

 

Na krótką metę, stosując poppsychologię, łatwo to wytłumaczyć. W czasach zaciskania pasa, czujemy potrzebę poprawienia sobie humoru - stąd też globalny wzrost wydatków na drobne zakupy kosmetyczne (oraz na tanie alkohole, true story). Dajmy na to, lżej i łatwiej jest wydać powiedzmy 30 złotych na pomarańczowy lakier do paznokci lub 50 złotych szminkę w kolorze hot pink niż na pomarańczowy żakiet za 350 zł lub różową sukienkę za 200 (srsly, przez lata to był mój tajemny pomysł na kolorystyczne dopasowanie się do nowych sezonowych trendów, a tu okazuje się, że miliony kobiet stosowały to przede mną). Inna rzecz, że na przykład wiele luksusowych marek utrzymuje się ze sprzedaży perfum czy kosmetyków (*) - więcej osób stać na przykład na perfumy Diora za +/- 400 złotych niż na prostą sukienkę tej samej marki za 4 czy 6 tysięcy. Czy też na szminkę za stokilkanaście złotych z logo Chanel, na koszulę tej samej marki za dwa tysiące już niekoniecznie.

 

 

Ale pierwszy był hemline index - czyli indeks rąbka u spódnicy. W, nomen omen, skrócie, im krótsza spódnica, tym lepiej z ekonomią. To teraz musimy być naprawdę na dnie rowu Mariańskiego, skoro obowiązującym trendem jest trend maxi.

 

O innych takich indeksach można przeczytać pod tym linkiem.

*) gwoli ścisłości - marki utrzymują się ze sprzedaży akcesoriów i kosmetyków.


© streets of warsaw
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci