Menu

streets of warsaw

ulice warszawy

From family with love

mpaulk

O projektach Miki Kośki zamierzałam napisać już od dawna, ale ciągle nie mogłam się zabrać. Ale brat niechcący spowodował, że w końcu postanowiłam odświeżyć bloga i napisać o Mice - podarował mi bowiem tiszerto-bluzę z najmłodszej marki projektowanej przez Mikę. A właściwie współprojektowanej, bo familowe to projekt rodzinny, w który zamieszany jest także jej mąż oraz córka Matylda.

 

 

T-shirt przyszedł w czymś takim:

 

Oczywiście koperta wzbudziła zainteresowanie rodzinnej kotki:

 

Familove, podobnie jak wszystkie projekty Miki, to marka eko:

 

Do mnie przyszedł taki top, w ramach okazywania sobie rodzinnej miłości:

 

Więcej do znalezienia pod adresem familove.com. Sponsorem tej notki było słowo: rodzina.

Pstryk, klik - czyli zachwyt tygodnia

mpaulk

Lubię takie reklamy - reklamy, które zaskakują, które są inne.

Zwykle reklamy kosmetyków są mocno podrasowane - photoshop, animacje, efekty specjalne. Przy reklamie tuszu do rzęs zawsze spodziewajcie się sztucznych rzęs, przy reklamie kremu przeciwzmarszczkowego animacji z wnikającymi w skórę tajemniczymi cząsteczkami i wygładzającymi się zagłębieniami. A wszystko to z aktorkami świeżo po liftingu lub wybotoksowanymi do granic możliwości, albo z olśniewającymi modelkami, których zdjęcia zostały poddane tak intensywnej obróbce, że ani jeden piksel nie został bez zmiany. Ale, oczywiście, cudowny wygląd tych gwiazd/modelek zawdzięczany jest jedynie reklamowanemu produktowi. Jedną z nielicznych marek kosmetycznych, których reklamy pokazują tylko produkt - bez żadnej gwiazdy, jest Clinique.

 

Po zeszłorocznym sukcesie reklamy lakierów do paznokci Chanel, okazało się, że takie podejście działa, na początu stycznia marka Dior pokazała reklamę paletki do makijażu oczu. Bez marudzenia o tym, że nasze oczy będą cudownie wyglądać, bez wciskania, że cienie do powiek marki Dior sprawią, że będziemy wyglądać tak jak Natalie Portman, sprzedają nam za to wizję marki - nowoczesnej, uroczej, zabawnej. I ja to kupuję (*).

 



*) nie do końca dosłownie. Ale uważam, że klip jest fajny. Tylko i aż tyle.

Przedświątecznie

mpaulk

Spokojnych.

 

 

 

Oby każdy Elektroniczny Morderca okazywał się zawsze Aniołem Stróżem przysłanym z przyszłości. Nie tylko od święta.

 


Lipstick index, długość spódnicy i inne ekonomiczne wskaźniki

mpaulk

Lipstick index to taki na wpół poważny wskaźnik ekonomiczny - im wyższy, tym większy kryzys. Wziął się stąd, że marka Estee Lauder zaobserowała wzrost sprzedaży szminek w czasie recesji kilka lat temu (na początku XXI wieku). Po lipstick index pojawiły się kolejne - high heels index (im wyższe obcasy, tym gorzej z gospodarką) i nail polish index.

 

 

 

 

Na krótką metę, stosując poppsychologię, łatwo to wytłumaczyć. W czasach zaciskania pasa, czujemy potrzebę poprawienia sobie humoru - stąd też globalny wzrost wydatków na drobne zakupy kosmetyczne (oraz na tanie alkohole, true story). Dajmy na to, lżej i łatwiej jest wydać powiedzmy 30 złotych na pomarańczowy lakier do paznokci lub 50 złotych szminkę w kolorze hot pink niż na pomarańczowy żakiet za 350 zł lub różową sukienkę za 200 (srsly, przez lata to był mój tajemny pomysł na kolorystyczne dopasowanie się do nowych sezonowych trendów, a tu okazuje się, że miliony kobiet stosowały to przede mną). Inna rzecz, że na przykład wiele luksusowych marek utrzymuje się ze sprzedaży perfum czy kosmetyków (*) - więcej osób stać na przykład na perfumy Diora za +/- 400 złotych niż na prostą sukienkę tej samej marki za 4 czy 6 tysięcy. Czy też na szminkę za stokilkanaście złotych z logo Chanel, na koszulę tej samej marki za dwa tysiące już niekoniecznie.

 

 

Ale pierwszy był hemline index - czyli indeks rąbka u spódnicy. W, nomen omen, skrócie, im krótsza spódnica, tym lepiej z ekonomią. To teraz musimy być naprawdę na dnie rowu Mariańskiego, skoro obowiązującym trendem jest trend maxi.

 

O innych takich indeksach można przeczytać pod tym linkiem.

*) gwoli ścisłości - marki utrzymują się ze sprzedaży akcesoriów i kosmetyków.


Jak kupować etyczniej

mpaulk
Disklajmer: moim zdaniem nie da się w 100 procentach kupować etycznie - zajmuje to za dużo czasu i kosztuje tyle, że nie każdego stać, a raczej - stać tylko niewielu. Można jednak spróbować kupować etyczniej. W słowie "etyczniej" moim zdaniem mieści się także słowo "ekologia", a moda nieekologiczna jest nieetyczna. To moje marudzenie, bo sama mam z tym duży problem.

Kupuj mniej. Kupuj rzadziej. Kupuj w secondhandach. Naprawiaj buty zamiast je wyrzucać. Nie wyrzucaj ubrań, podaruj im drugie życie. Zrób swap, wystaw ubrania na aukcjach internetowych, wypełnij nimi metalowe pojemniki PCK. Raczej nie  zanoś używanych ubrań do domów pomocy lub domów dziecka (zwykle nie potrzebują sterty starych, niemodnych ubrań w dobrym lub gorszym stanie, wolą np. wyprawki szkolne dla dzieci), o ile, oczywiście, nie proszą o przyniesienie ubrań (znów, zwykle są to bardzo szczegółowe prósby np. o buty dziecięce w konkretnych rozmiarach, etc.).

Kupuj rozsądniej. Czytaj metki, wybieraj ubrania z ekologicznej bawełny, linii i marek proekologicznych lub wypuszczających kolekcje uszyte z materiałów zrecyclingowanych (zrisajklowanych?), szytych z poszanowaniem ekologii i praw człowieka (dla zasobnych marki typu Stella McCartney, Edun, dla tych mniej zamożnych Muji, kolekcje typu H&M Conscious Collection czy levisowe Water<Less, więcej dobrych ekologicznych marek według brytyjskiej Marie Claire do znalezienia pod tym linkiem).

Kupuj lokalnie, sprawdzaj oznaczenia na metkach - ale niestety nawet brak informacji, że dana rzecz została wyprodukowana w Chinach,  nie oznacza, że tak było. Niektóre firmy odzieżowe zlecają cięcie/szycie fabrykom w Azji, a potem dokonują ostatecznego wykończenia u siebie na miejscu, tak, by gotowa rzecz mogła mieć na metce oznaczenie made in Italy (na przykład). Buy local - to pomoga nie tylko biznesowi na mają skalę, ale także zmniejsza tzw. ślad ekologiczny.

Metoda małych kroków - czyli pomaga nawet mała zmiana. Jak? Na przykład nie kupuj zniszczonych fabrycznie dżinsów. Metoda niszczenia denimu zwana sandblasting powoduje choroby zagrażające życiu robotników (dżinsy produkowane tą metodą zostały nazwane killer jeans). Wiadomo, że marki Levi's, H&M, C&A, Benetton, Burberry, C&A, Charles Vögele, Esprit, Gucci, Mango, New Look, Pepe Jeans czy Replay już nie stosują tej metody. Do nich niedawno dołączyli Armani i Versace, ale na przykład Dolce & Gabbana wciąż produkują dżinsy o znoszonym wyglądzie wyżej wymienioną metodą.

Pewnie wszystko to, co wyżej nastukałam, da się streścić w słowach: myśl zanim kupisz. Warto też po prostu mieć uszy i oczy szeroko otwarte.

BUM! Lata 90. w natarciu

mpaulk
Niedawno sobie uświadomiłam, że ubieram się w stylu, jaki bardzo mi się podobał w latach 90 zeszłego wieku. I na dodatek noszę dokładnie te rzeczy, o jakich wtedy nosiłam - podarte dżinsy, rozciągnięte podarte za duże swetry, najchętniej w paski, bransoletki z ćwiekami, martensy...

Być może po prostu to była epoka, która ukształtowała mnie estetycznie, i teraz, starzejąc się, wzdycham do swych nastoletnich stylizacji.

Na przykład marzy mi się koszula w kratę, i szukam idealnej. Nie musi być flanelowa. Ważna jest kratka. O, na przykład taka (gościnny występ T-R.I.P. i dj Full Crate).


Kulturalna, pl. Defilad

No... A skoro już przy Kulturalnej jesteśmy, to na zeszłosobotnim koncercie Stalley'a co drugi młody człowiek obu płci miał czapkę. Na głowie. W pomieszczeniu, w którym było bardzo parno. I tak sobie pomyślałam, że mamy tych młodych ludzi na pewno nie muszą biegać za nimi i krzyczeć: załóż czapkę. Powinny być wdzięczne trendowi neogrunge i hipsterom.

Ale mam dowód na to, że moja tęsknota za modą z lat 90. nie wynika li i jedynie z tęsknoty za własną młodością. Otóż, na przykład tańsza linia Alexandra Wanga krzyczy do mnie: lata dziewięcdziesiąte wracają full swingiem, bo przecież ta linia to grunge złamany i zgaszony minimalizmem Calvina Kleina z lat 90. Być może inni też tęsknią za latami 90.

Bo na przykład inny dowód - kampanie Prady z 1997 roku (1997 fall/winter) - wyglądają bardzo aktualnie, ten minimalizm i ta estetyka wraca.

WRACA! Niektóre z kreacji zaprezentowanych na pokazie kolekcji fall/winter 1996 Toma Forda dla marki Gucci wyglądają guzik w dekolt jak niektóre projekty z 2011 roku. A w bonusie - młodziutka Kate Moss.



(Za to muzyka, którą można usłyszeć na tym pokazie zupełnie się zestarzała i błagam trendowych bogów, by jej nie wracali).



© streets of warsaw
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci