Uwielbia Nowy Jork, kocha to, co robi, jest fanką Marni i Balenciagi, zasiada w jury konkursu Lexus Fashion Awards. Aaaa, i jest jedną z modelek dekady (według amerykańskiego Vogue'a). Kasia Struss, polska supermodelka. Supermodelka, którą poznały niektóre polskie blogerki (co, zazdrościcie nam? :D Ja sobie zazdroszczę).
Piękna piosenka (cover utworu zespołu The Legendary Pink Dots), nastrojowo-zmysłowy klip (choć ja akurat raczej nie przepadam za występującą w nim aktorką dwojga nazwisk) i świetne sukienki. Odrobina chłodu na czas upałów. Od kilku dni ta piosenka włącza mi się w windach, na schodach i wszelkich zacienionych miejscach.
Śpiewa niebywale utalentowana Joanna Sokołowska (zespół Przepraszam), a grają Jerzy Rogiewicz (Levity, Pink Freud) i Tomasz Duda (Pink Freud, Project Map), za całość wizualną odpowiedzialne jest wyjątkowo pracowite duo: Zuza Krajewska i Bartek Wieczorek. A jeśli zapragnęlibyście (zapragnęłybyście) sukienki z metką Portofino, to spieszę donieść, że w salonie marki (ul. Łowicka 23 w Warszawie) rozpoczęła się właśnie wyprzedaż, 50 proc. zniżki na kolekcję wiosna-lato 2010 i 70 proc. na pozostałe rzeczy. Wyprzedaż potrwa przez miesiąc.
Trafiło na mnie, choć nie sądziłam, że na mnie właśnie trafi. Mam maksisukienkę i zamierzam ją nosić. Do niedawna myślałam, że jestem na to za niska (160 cm), ale okazało się, że to nie jest przeszkoda.
I tak kontemplując czarną długą nową sukienkę pomyślałam sobie o trendsetterstwie. Wielokrotnie mówiłam, że przepowiadanie trendów to zazwyczaj wróżenie z fusów. I powtórzę się tym razem - o ile prognozowanie, co będzie modne za dwa lata to czyste myślenie życzeniowe, to obserwacja ulicy i cool- lub trendhunting ma sens. Dowód? Najmodniejsze spodnie XXI wieku najpierw pojawiły się na ulicach, potem trafiły na wybiegi - rurki i hammerki. Za to wysokie talie i szerokie nogawki, choć promowane na wybiegach i przepowiadane jako "next big thing", jakoś się nie przyjęły zbyt powszechnie. Owszem, fashionistki i szafiarki z całego świata chętnie się w nich fotografowały, ale to nie przełożyło się na to, co chętnie kupowały i nosiły klientki sieciówek odzieżowych.
Moja znajoma, która reprezentuje i promuje pewną polską markę, opowiadała mi w ramach anegdoty, że to, co podoba się stylistkom i redaktorkom modowym, co chętnie pokazywane jest na sesjach, wcale się dobrze nie sprzedaje. Bestsellery sprzedażowe nie trafiają na łamy czasopism ani do edytoriali. Być może, jak się pocieszałam (bo mi też spodobały się rzeczy, które niezbyt dobrze się sprzedają), ludzie z branży myślą o sezon-dwa do przodu, może klientki, które wydają własne, ciężko zarobione pieniądze, muszą się oswoić z trendami, zobaczyć je wystarczająco często w pismach modowych, na zdjęciach na blogach szafiarskich, na ulicy, na dziewczynach, które szukają nowości i nowych trendów, zanim odważą się coś kupić. W końcu ja mam tak samo - i miałam tak z maxidress. Musiałam się z nią oswoić, musiałam zobaczyć tysiąc zdjęć, by pomyśleć, że może to coś dla mnie.
Ale też myślę sobie, że w dzisiejszych czasach trendsetterstwo jest przereklamowane bo każdy może być trendsetterem, bo teraz modne jest absolutnie wszystko, i czasem trudno powiedzieć, czy ktoś jest w tyle za trendami, czy też jest awangardą i wyprzedza je o dwa sezony.
Oto mój kapelusz (zdjęcie z 2008 roku), noszony przeze mnie od kilku lat, raz w ramach żartu, raz w ramach osłony przed słoncem, stał się nagle jednym z najbardziej "in" dodatków tego lata. Nie zliczę, ile razy w ciągu tych kilku słonecznych dni (a mieliśmy ich w Warszawie od maja może z pięć) pytano mnie, gdzie go kupiłam. Tak, parafrazując pewne powiedzenie Sun Tzu, jeśli wystarczająco długo będziesz coś nosić, okaże się, że to jeden z najważniejszych trednów sezonu. Bo rzecz nie w trendsettingu, co w posiadaniu własnego stylu. Co mi przypomina, że maksisukienki i hammerki to od zawsze nosiła Baglady. I być może tu tkwi sekret, wystarczy nosić swoje i się nie rozglądać na boki. Tkwić przy swoim stylu i nie żałować. Za dwadzieścia lat nie będzie się oglądało własnych zdjęć z młodości i przeżywało mentalne facepalmy (jak ja mogłam to na siebie włożyć? what was I thinking?).