statystyka
piątek, 05 lutego 2010
Showroom Szwalnia
Aby trafić do showroomu nowej polskiej marki ready-to-wear, Cybernetyki Szwalnia, trzeba pojechać na Służew, konretnie do dzielnicy biurowców, części miasta, która zamiera po 18., części, gdzie poza biurowymi pudełkami nie ma nic. Przynajmniej tak mi się wydawało. Ale nie, jest Centrum Cybernetyki, fajna przestrzeń w modnych klimatach postindustrialnych. Na marginesie - firmy zrobią wszystko, by zdobyć taki adres (ul. Cybernetyki Dwa, Budynek Drugi, Drugie Piętro).




O ubraniach i kolekcji możecie przeczytać między innymi u Harel i Morven - kolekcja całkiem fajna, i nie tylko dlatego, że polska, dobrze uszyta (co rzadkie wciąż) i choć na razie liczebnie niewielka, to dość uniwersalna i nadająca się do noszenia. Czy przystępna cenowo? Cóż, na pewno powyżej średniej, ale faktycznie trzeba uwględnić to, że są to krótkie serie, a nie taśmowa produkcja.

czwartek, 04 lutego 2010
Cybernetyki 222
Na otwarciu showroomu Cybernetyki Szwalnia spotkałam kilka warszawskich szafiarek i dotarło do mnie, że wreszcie nie jest to jakieś specjalne tajne spotkanie z szafiarkami lub blogerkami, tuż obok oficjalnego eventu dla redaktorek modowych i stylistów. Czyli - nareszcie normalnie.

Kakabubu (Wintydż) odmówiła pozowania:



ul. Cybernetyki 222

Podobno Morven (aka Szafiareczka) jest jedyną uśmiechniętą polską szafiarką - ona naprawdę zawsze jest uśmiechnięta!



ul. Cybernetyki 222

Pani DJ:

ul. Cybernetyki 222
poniedziałek, 25 stycznia 2010
Aromat identyczny z naturalnym
Z dzieciństwa pamiętam oranżadki w neonowo-fluorescencyjnych kolorach, o landrynkowym smaku, które w składzie zawierały barwniki i aromaty identyczne z naturalnymi. Stuprocentowy plastik do picia. Kocham plastki, kocham kicz, nie przeszkadza mi photoshop (choć nałogowo zaglądam na PhotoshopDisasters z rozbawieniem dowiadując się, że Ralph Lauren zamienił modelki w patyczki z wielkimi głowami, albo Burberry amputowało Emmie Watson nogę), ale kolejne reklamy przerobione do ostatniego piksela zaczynają mnie nudzić - bo ileż można oglądać reklamy które nawet nie udają, że są identyczne z naturalnym wyglądem sfotografowanej osoby, w końcu landrynkowe oranżadki przyswajane w ilościach hurtowych wywołują odruch wymiotny. I zaczynają nudzić.

W zeszłym roku kolorowe magazyny odkryły, że można się obyć bez photoshopa (kwietniowe okładki francuskiej Elle, wrześniowy Twój Styl), ale to był, i ciągle jest!, tylko sposób na darmową reklamę, na wywołanie buzzu, o, patrzcie, jacy jesteśmy awangardowi, jak bardzo do przodu, jak wyłamujemy się z mainstreamu... Czy coś te okładki zmieniły? Nie sądzę, w końcu nawet "brzydkie", "naturalistyczne" sesje Terry'ego Richarsdona wiosny nie czynią, nie zmieniły dominującej estetyki gładkich plastikowych sesji modowych. To, że jedna gwiazda z drugą pojawią się na okładce pisma nie przypominając woskowych lalek, nie zmieni dominującego trendu na poprawianie i odchudzanie wszystkiego, co się da (największe wpadki do zobaczenia w Newsweeku). Gdy jednak zobaczyłam pierwsze zdjęcie reklamowe Pringle of Scotland z Tildą Swinton, pomyślałam, że może coś się zmienia:


Oczywiście, nie wierzę, że zdjęcia z tej kampanii obyły się bez retuszu, ale Tilda, która skądinąd jest fantastyczna, wygląda normalnie, naturalnie. Prawdziwie.


Zdjęcia i film autorstwa
Ryana McGinley'a.


poniedziałek, 21 grudnia 2009
Hity i kity 2009 roku
Nie wiem, czy uda mi się zrobić podsumowanie dekady (przede wszystkim dlatego, że pierwsza dekada XXI wieku kończy się dopiero za rok), ale nie mam żadnych oporów przed podsumowaniem 2009 roku.

Hity:
1. Szafiarki - czy muszę uzasadniać? :) Zdecydowanie zdominowały polską blogosferę w ciągu ostatnich 12 miesięcy. I zaczęły szturmem zdobywać inne media.
2. Swapy i DIY. Znów - wydaje mi się, że nie muszę uzasadniać, dodam jedynie, że boję się, że za rok swapy wylądują w kitach. Za dużo, za często, i na dodatek dokładnie w tym samym czasie w tym samym mieście w 5 różnych lokalizacjach.
Jednak, w 2009 roku swapy stanowiły odmianę i były bardzo fajnym pomysłem na spędzienie wolnego czasu i na odświeżenie garderoby - z ukłonami dla Luli za Lula Swap Show i Stylio.pl (Ogólnopolski Dzień Bezgotówkowej Wymiany Ciuchów).
3. Dilemmas Magazine, najładniejsza rzecz w sieci, za darmo, do obejrzenia z zachwytem w oczach.

Kity:
1. Głupota i pazerność - czyli to, co dzieje się przy okazji kolekcji dizajnerskich dla H&M. O ile to, że ktoś staje przed sklepem o 6 rano, by kupić rzecz od projektanta, czy też nawet te kolejki przed wybranymi H&Mami, to nawet fajna rzecz, takie umiłowanie dobrego dizajnu, taka potrzeba posiadania dobrej gatunkowo rzeczy, zaprojektowanej przez ulubionego projektanta za cenę przyjazną kieszeni. Ale większość z tych kolejkowiczów kupuje dla marki, kupuje byle co, byle mieć, albo też kupuje dowolnie złapaną rzecz, by wystawić ją w serwisie aukcyjnym za kilkukrotnie wyższą cenę (albo też wystawia darmowy gift z absurdalnie wysoką ceną startową). Żeby zapobieć spekulacjom, H&M wprowadził różne limity, ograniczenia, ale średnio to zadziałało. I nie rozumiem głupoty tych wszystkich, którzy maniakalnie podbiją cenę, tak, że osoba, która wygrywa aukcję, często płaci za towar z limitowanej kolekcji, ale mimo wszystko kolekcji z sieciówki tyle, że mogłaby za tę sumę poszukać czegoś markowego na przecenie lub w outlecie.
2. Koniec Galerii Centrum. Zabrakło pomysłu, zabrakło strategii, zabrakło wizji.
3. Blogvertising/ Opcom/ Nikon/ Walk&Talk. Tak hurtowo, za wyjątkową umiejętność komunikowania i znajomość P&R.

 
DIY na zimę
W zasadzie, to zrób to sam(a), albo poproś najbliższą rodzinę.
Maria, właścielka Popo, poprosiła mamę (futrzana czapa) i przyjaciółkę (dzianinowy komin):



ul. Anielewicza

***
oraz:
a) od dziś miało być cieplej, a wciąż marzną mi paluszki (i nie da się zdjęć robić),
b) srsly, chcę połowę naszyjników ze sklepu/galerii Popo.

wtorek, 08 grudnia 2009
Grupa Bluszcz
Weekendowy festiwal "Warszawa jest kobietą" miał swoje wzloty i upadki, ale wrażenie ogólne raczej pozytywne. Razem z Kakabubu świetnie bawiłyśmy się na spotkaniu z Barbarą Hoff, Grażyną Hasse i Natalią Jaroszewską - znaczy, ja się bawiłam znakomicie, choć nie zawsze się z nimi zgadzałam, ale projekty B.Hoff i G.Hasse nawet po latach robią wrażenie. Na dodatek niektóre stylizacje i sesje poziomem przewyższają to, co teraz można zobaczyć w polskiej prasie.

Ale największe wrażenie zrobiły na mnie dziewczyny z Grupy Rekonstrukcji Historycznej "Bluszcz", powiedzieć o nich, że wykonują świetną robotę, to mało. Zajmują się
rekonstrukcją żeńskich strojów cywilnych z okresu I wojny światowej, II wojny światowej oraz dwudziestolecia międzywojennego, i choć nie przejawiają takiego pietyzmu i wierności rekonstruowanej epoki, jakimi cechuje się Miss Jo, to i tak staranność i dbałość o detale wyjątkowa.


1500m do wynajęcia, ul. Solec 18

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 56