| < Kwiecień 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30        


statystyka
środa, 06 marca 2013
Polska modelka w reklamie wiosennej kolekcji J Brand

True story - przegapiłam wcześniej, ale wczoraj zaatakowały mnie reklamy mojej ulubionej dżinsowej marki J Brand - to piekielnie drogie, ale najwygodniejsze dżinsy świata. Przynajmniej dla mnie, a przetestowałam sporo marek z różnych półek. 

Miłe zaskoczenie - jedną z twarzy kolekcji spring/summer 2013 jest Monika jac Jagaciak.

 

 

Fun fact - zdjęcia Craig McDean, stylizacja Karl Templer, te same osoby odpowiedzialne są za reklamę wiosennej kolekcji brytyjskiej marki Belstaff, w której także pojawia się Jac.

 

 

czwartek, 28 lutego 2013
Who's on the cover? Rzecz o okładkach

Robiąc porządki wśród plików na jednym z dysków przenośnych odkryłam zapomniany już folder z najciekawszymi okładkami - wśród nich była potrójna okładka magazynu W z 2010 roku, pierwsza po relaunchu pod nowym szefostwem. Stefano Tonchi, nowy naczelny, miał nosa. Dlaczego?

Spójrzcie:

Fotograficzne duo Inez van Lamsweerde i Vinoodh Matadin sportetowało 8 nowych i mało znanych aktorek - ja po nazwisku kojarzyłam dwie: Emmę Roberts i Zoë Kravitz, ale tylko dlatego, że pierwsza spokrewniona jest z "tą" Julią, a druga jest córką "tego" Lenny'ego. Z twarzy znałam jeszcze Kat Dennings, którą pamiętałam z jakiś niezależnych amerykańskich filmów, i zaczynałam rozpoznawać Jennifer Lawrence. Pozostałe (Jessica Chastain, Yaya DaCosta, Greta Gerwig, Mary Elizabeth Winstead) były dla mnie zupełnie nieznanymi twarzami.

 

 

Trzy lata później - Lawrence stawia na półce Oscara (a na półeczce stoi już tysiąc innych nagród), a Chastain uważana jest za jedną z najlepszych aktorek swojego pokolenia, Kat ma swój - bardzo popularny - sitcom w telewizji, a Krawitz i Roberts bardziej znane są ze swoich ról filmowych niż powiązań rodzinnych.

 

Ale ja w zasadzie nie o tym, ja o czymś trochę innym - od jakiegoś czasu marudzę swoim znajomym, jakie beznadziejne są okładki polskich magazynów kolorowych. Bo, jeśli chodzi o pisma lajstajlowe lub te plotkarskie, które udają, że są lajfstajlowe, to na ich okładkach ciągle pojawia się te same 5-6 twarzy - Doda, Ania Mucha, Małgorzata Socha, Małgorzata Kożuchowska, Kinga Rusin i Hanna Lis. Wchodzę do saloniku prasowego i widzę tę samą osobę na okładce Twojego Stylu i Gali. Albo Elle i Vivy!. Albo In Style'a i Grazii. Trochę tego nie ogarniam - okładka ma być widoczna, wyróżniać się, by sprzedać magazyn. Chyba to trochę niemożliwe, jeśli ta sama twarz widnieje na dwóch (lub więcej) okładkach różnych pism w tym samym czasie?

 

W 'normalnym' świecie liczy się to, jak się dany numer pisma sprzedaje - stąd też za każdą twarzą stoi jej wartość rynkowa. Liczy się też to, że można coś zareklamować hasłem "tylko u nas", liczy się to, czy udało się namówić wielką gwiazdę, by pojawiła się na okładce. Bo te największe gwiazdy (gwiazdy, nie celebrytki) nie rozmieniają się na drobne, limitują swoją obecność w prasie (*), bo są towarem luksusowym. Madonna, Angelina Jolie, Jennifer Aniston, Beyonce, Rihanna, kilka przypadkowych nazwisk - te kobiety rzadko zgadzają się na sesje okładkowe, stąd pismo z ich twarzą na okładce jest wydarzeniem (stąd też na przykład szum wokół nowej okładki V z Rihanną i Kate Moss). W Polsce jest podobnie - pewnie nawet jest to jakaś reguła - im większa gwiazda, tym mniej okładek (choć reguła ta nie dotyczy modelek, gdzie to działa dokładnie na odwrót).

Być może się czepiam, być może te kilka celebrytyek, które pojawiają się na okładkach, to są jedyne osoby, które gwarantują sprzedaż. Bo przecież my Polacy lubimy to, co znamy, być może nie kupimy żadnego pisma, które na okładkę da kogoś, kto nie jest celebrytką i zajmuje się w życiu czymś więcej niż bywaniem i udzielaniem wywiadów prasie plotkarskiej.

Ale fakt, że jedyną polską okładką modowego pisma, o której donosiły niepolskie serwisy modowe, była ta premierowego wydania polskiego Harper's Bazaar, o czymś świadczy. I nawet to, że to Harper's Bazaar z Małgosią Belą, supermodelką, nie jest jedynym wytłumaczeniem. Bo to bardzo dobra okładka, taka, która pasuje do porządnego modowego magazynu, a nie do taniego pisma z poczekalni u dentysty lub fryzjera.

 

 

* chodzi oczywiście o obecność w prasie lajfstajlowej, nie o zdjęcia robione przez paparazzi.

czwartek, 14 czerwca 2012
Chanel US versus Chanel UK

Whoa!

 



 

Goss (bardzo popularny angielski make-up guru) porównał zawartość cieni i róży Chanel sprzedawanych w Stanach i Wielkiej Brytanii. Okazuje się, że płacąc mniej więcej tyle samo w Stanach dostaniemy kilka razy więcej produktu niż w Anglii (UK - 1,2g, US - 6,8g). Aż pójdę się przejść sprawdzić, ile gram mają poczwórne cienie Chanel sprzedawane w Polsce.

Ciekawe, czy to kwestia organizacji konsumenckich w Stanach (a właściwie ich siły), czy też czegoś innego? Wiadomo, że często na rynki azjatyckie produkowane są inne linie, produkty dostępne w Stanach nie są osiągalne w Europie, odcienie w kolorówce dostępne w różnych krajach często się różnią, etc. Ale czy to tylko kwestia kontynentu, wymagań konsumentów i klinentów marek z różnych szerokości geograficznych, czy też zawartości portfela mieszkańców danego kraju? Sama np. rozczarowałam się, że bb cream MAC, który dostępny w Wielkiej Brytanii, nie można kupić w polskich sklepach MACa (co więcej dziewczyny z MACa w Arkadii i Złotych Tarasach nie słyszały o takim produkcie, i musiałam im pokazać, że MAC naprawdę coś takiego sprzedaje w sieciowym sklepie, bo usłyszałam, że może kupiłam jakąś podróbkę produktu, którego nie ma).

Przy okazji - w Stanach można zwrócić kosmetyk, także tzw. kolorówkę, jeśli nie odpowiada nam działanie lub produkt nie spełnia obietnic.

Tagi: Chanel MAC
17:53, mpaulk , njusy
Link Komentarze (4) »
niedziela, 06 maja 2012
Depeche Mode u Diora

Zupełne zaskoczenie. Piosenka Depeche Mode jako muzyka do reklamówki Diora. Nawet sam klip w stylu depeche'owym. Reżyseria: Inez van Lamsweerde i Vinoodh Matadin.





 

 

sobota, 28 kwietnia 2012
What

Hm, kolejny wpis, do którego zabierałam się od dawna. Moja ulubiona torebka, vintage'owy okaz, w posiadaniu rodzinnym od dziesięcioleci:

 

Ma co najmniej +/- 30 lat, zapewne pochodzi z połowy lat 70., może z końcówki tej dekady. Kiedyś była znacznie jaśniejsza, treraz ma miodowo-camelowy kolor.

 

Nie wiem, jaka to marka, bo napis "beauty" to chyba nie jest nazwa własna. Zwykle jest w pozycji horyzontalnej, ale ja przekręcam go wertykalnie. You know, what I mean, eh? Teraz to kopertówka (clutch), kiedyś można było doczepić do niej długi wąski pasek i zmienić w torebkę na ramię, ale jakoś po drodze udało mi się zgubić pasek, i teraz jedynie te napy przypominają stare czasy podwójnej tożsamości:

Zwykle w środku można znaleźć:

 

Czyli: gumy do rzucia, antybakteryjny żel do rąk, Ricoh od brata, kredkę do oczu Clinique (coco shimer i starry plum), puder Chanel translucent, słuchawki do iPhone'a, błyszczyk JK Jemma Kidd (ostatnio kolor Undress, zamiennie ze szminką MACa lub/i Carmeksem).

Ale zawsze, ZAWSZE!, ostatnio mam przy sobie tego pana:

Terminator, model T.R.I.P-600. Dla przyjaciół Termi.

 

Tagi: torba
16:30, mpaulk , szafa
Link Komentarze (3) »
czwartek, 12 kwietnia 2012
From family with love

O projektach Miki Kośki zamierzałam napisać już od dawna, ale ciągle nie mogłam się zabrać. Ale brat niechcący spowodował, że w końcu postanowiłam odświeżyć bloga i napisać o Mice - podarował mi bowiem tiszerto-bluzę z najmłodszej marki projektowanej przez Mikę. A właściwie współprojektowanej, bo familowe to projekt rodzinny, w który zamieszany jest także jej mąż oraz córka Matylda.

 

 

T-shirt przyszedł w czymś takim:

 

Oczywiście koperta wzbudziła zainteresowanie rodzinnej kotki:

 

Familove, podobnie jak wszystkie projekty Miki, to marka eko:

 

Do mnie przyszedł taki top, w ramach okazywania sobie rodzinnej miłości:

 

Więcej do znalezienia pod adresem familove.com. Sponsorem tej notki było słowo: rodzina.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 67