Menu

streets of warsaw

ulice warszawy

Stać cię na kaszmir! I ciebie stać na kaszmir. I ciebie... Kaaaszmiiir! Everybody gets....

mpaulk

Wydawałoby się, że drugi tydzień maja to nie jest najlepszy moment, by pisać o kaszmirze, ale polska pogoda dostarcza - oh, hello, przymrozki, haven't seen you for a while! - i temat będzie grzał (do you see, what I did there? Do you?) przez chwilę.

Do rzeczy: jeśli masz w szafie więcej niż dwa swetry z Zary, Reserved, H&M, za które zapłaciłaś/-eś pełną cenę, to stać cię na kaszmir. True story.

Choć mówi się, że once you go black..., to daję głowę, że ktoś, kto wymyślił tę zasadę, tak naprawdę miał na myśli kaszmir. Bo gdy już zaczniesz nosić kaszmir, nie będziesz mieć ochoty na nic innego. Ręczę osobiście. I choć to tkanina luksusowa, to nie jest poza zasięgiem osób kupujących swoje ubrania w odzieżowych sieciówkach. Co więcej, choć wydaje się, że kupowanie kaszmirowych rzeczy to inwestycja, która się nie zwraca, bo zasadniczo inwestowanie w ubrania to nie jest najlepszy sposób na życie, to w perspektywie kilku lat może przynieść oszczędności. Bo ciuchy z kaszmiru nawet średniej jakości odpowiednio pielęgnowane są w stanie przeżyć te z akrylu, różnych mieszanek, a nawet średniej jakości wełny, o kilka sezonów, nawet lat (mam w szafie kaszmir z lat 80. zeszłego stulecia). Nie mówiąc już o komforcie noszenia.

Ten tu sweterek z kaszmiru i jedwabiu widoczny na zdjęciu był dostępny w Aldim. Serio. Royal Class to linia męskiej odzieży dostępnej w tym popularnym dyskoncie. Nie wiem jednak, czy odzież z luksusowych tkanin można kupić w polskich Aldich (zdaje się, że kilka miesięcy temu w polskich Lidlach rodzimi konsumenci wydzierali sobie z rąk ubrania z niewielką domieszką kaszmiru. Nie widziałam, słyszałam tylko, więc ta anegdata nie jest wiarygodną informacją). Kaszmirowe swetry pojawiają się regularnie w Tesco - w kolekcjach ich odzieżowej marki F&F, a także w Primarku. Tak czy siak - kaszmir zawitał pod strzechy i za Oprą Winfrey można deklarować: i ciebie stać na kaszmir, i ciebie stać na kaszmiiiiir, kaaaaszmiiir, wszystkich stać na kaaaszmiiir.

R1028937

Tani kaszmir to wypadkowa wielu rzeczy - i tanich tkanin z Chin (nie, nie będę tu dywagować o geopolityce i Kaszmirze) lub Mongolii, i taniej siły roboczej, popularności fast fashion, wzrastających oczekiwań klientów, rozszerzającej się definicji luksusu (lub wręcz rozmywania definicji), i tak dalej.

A jeśli masz w szafie więcej niż dwa swetry np. z Zary, to stać cię na kaszmir z Zary (od ok. 350 zł), i tak samo - jeśli masz w szafie więcej niż dwa swetry z H&M, to stać cię na kaszmir z H&M (ok. 300 zł, ale bywają okazje). Kaszmirowe swetry z niedostępnej w Polsce marki Uniqlo to wydatek rzędu 250-380 złotych. Być może wygląda to na spory jednorazowy wydatek (no bo i w zasadzie jest), ale inwestowanie w sweter z akrylu, który kosztuje sto kilkadziesiąt złotych, jest moim zdaniem wyrzucaniem pieniędzy do śmieci.
I tak, wiem, w ubrania się nie inwestuje.

Reserved chce być jak Zara, na dobre i na złe

mpaulk

Koszula o luźnym fasonie, regular fit z dwiema dużymi kieszeniami piersiowymi. Posiada pagony oraz naszywki wpisujące się w militarny trend. Brzmi niewinnie? No to zobaczmy...

Reserved_koszula_nazi

Ups. Trochę mniej niewinnie. Nie żartuję, tę koszulę w tej właśnie stylizacji sprzedaje marka Reserved.

Sama koszula być może dałaby się obronić, ale ta stylizacja... Łysa głowa, militarne buty... Całość wywołuje jednoznaczne skojarzenia.

Reserved nie wyciągnęło żadnej lekcji z kłopotów Inditeksu - ani z torby ze swastyką, którą Zara musiała wycofać ze sklepów w 2007 roku, ani z piżamy dla dzieci, która wyglądała jak obozowe pasiaki, za co marka oberwała w 2014 roku.

 

 

 

Jak Levi's pokonał efekt Jeremy'ego Clarksona? No, dalej, śmiejcie się z dziwnych dżinsów

mpaulk

 

Te pierwsze dżinsy poniżej są już pełnoletnie. Może nie te konkretne, ale ten dokładnie model, czy też szerzej ujmując cała linia - w 1999 roku na rynek trafiły Levi's Engineered Jeans. A trafiły na rynek, bo marka Levi's chciała poradzić sobie z tzw. Jeremy Clarkson effect, czyli efektem Jeremy'ego Clarksona. Marka korzyła się bowiem z wizerunkiem podtatusiowatego brzuchatego pięćdziesięciolatka i nie cieszyła się szacunkiem nastolatków, więc nie widziała zawartości ich portfeli ani w konsekwencji portfeli ich rodziców (pamiętajcie, to były czasy sprzed boomu fast fashion, choć wiele marek tożsamych z fast fashion operowało na rynku).

Te drugie dżinsy z przezroczystymi panelami na kolanach to model TopShopu (Clear Knee Mom Jeans), który niedawno pojawiał się tu i ówdzie opisywany jako "najbrzydsze dżinsy", "najdziwniejsze dżinsy świata", etc.

Levi's Engineered JeansTopShop Clear Knee Mom Jeans

 

Zawsze, gdy zastanawiam się/nachodzi mnie ochota na nowe nieklasyczne dżinsy (np. culotty 3/4 z niewykończonymi brzegami), to myślę o moich engineered jeans. W tym modelu nikt nie wyglądał dobrze. Absolutnie nikt. Nawet dziewczyny z wąskimi biodrami o nogach sarenki, z zero tłuszczu na udach. Ten fason robi(ł) z każdych, nawet najzgrabniejszych nóg dwa nawiasy - (), skraca(ł) te nogi wręcz masakrycznie. A jednak te dżinsy stały się hitem - i to w czasach, gdy sieciówki nie kopiowały tak otwarcie jak dziś ubrań z wybiegow i nie wypuszczały swoich wersji ubrań innych marek. Engineered jeans spodobały się młodym konsumentom - ich popularność wśród 15-25latków według niektórych szacunków przełożyła się na 200% wzrost sprzedaży ubrań marki Levi's w ciągu trzech lat (1999-2002). Na dodatek ten model najszybciej osiągnął pułap 1 mln sprzedanych egzeplarzy w dotychczasowej historii firmy. I nikt już nie kojarzy levisów z Jeremy Clarksonem.

Nie sądzę, że topshopowe mom jeans z przezroczystymi panelami na kolanach staną się takim samym hitem sprzedażowym, ale specyficzne dżinsy marki Vetements (notabene szyte z par vintage'owych levisów) nie tylko zaowocowały błyskawiczną karierą projektanta Demny Gvasalii, ale przyniosły też spore zyski sieciówkom, które natychmiast zaczęły kopiować ten model.

 

Size is just a number. Czyli zawsze przymierzaj dżinsy

mpaulk

Wczoraj rozmawiając ze znajomą wspomniałam, że moje pierwsze pięćsetjedynki Levisa były w rozmiarze 27. To było jeszcze w zeszłym stuleciu, gdy byłam nastolatką na granicy niedowagi, a dżinsy w rozmiarze 27 były odrobinę za duże. Co rozpoczęło rozmowę o tym, jak trudno kupić dobre dżinsy i jak zwodnicza bywa rozmiarówka...

 

Tamte 501 dawno znoszone wylądowały w koszu, ale wciąż mam w szafie model Demi Curve Classic Straight Leg w rozmiarze 27 (linia Levi's Curve ID miała premierę w sierpniu 2010).

 

R1028193Levi's Demi Curve Straight Leg (27), 7 For All Mankind Roxanne (23)

Demi Curve w rozmiarze 27 są lużne, za duże o co najmniej jeden rozmiar, ale na mojej figurze układają się jak bojfriendy. Porównuję je z modelem Roxanne marki 7 For All Mankind w rozmiarze 23 - na papierze (see, what I did here?) różnica 4 rozmiarów (!!!!), ale wymiary wcale na to nie wskazują. Nie jest to dobre porównanie, bo Roxanne widoczne na zdjęciu to model skinnies (choć dokładniej slim leg) z niskim stanem, a Demi Curve ma stan normalny/regular i proste (czytaj luźne nogawki), więc to nie jest ten sam fason, a talia lewisów znajduje się o kilka centymetów wyżej (upraszczając, wizualizując - opadają mi mocno na biodra, a Roxanne jest dopasowana).

 

Za to Roxanne (roz. 23) można spokojnie porównać z dżinsami marki Baldwin w modelu The Ten Skinny (roz. 24) - to są podobne fasony, z niskim stanem i wąskimi nogawkami.

R10281792R10281832

Roxanne, choć o rozmiar mniejsza, to jest jednak wymiarowo większa od modelu The Ten marki Baldwin.

Ale nie tylko 7 For All Mankind ma problem z zawyżoną rozmiarówką.

Oto dżinsy Diesla w modelu Bootzee (roz. 23) razem z The Rose Modern Bootcut marki Baldwin (roz. 24)

R1028159R1028166

Teoretycznie marki dżinsowe powinny trzymać te same rozmiary - numery odnoszą się bowiem do wymiarów w calach. Ale, jak widać, centymetr krawiecki swoje, a marki dżinsowe swoje. To jest jakaś odmiana vanity sizing, ale można częściowo różnice w obwodach tłumaczyć tkaniną - marka Baldwin znana jest ze swojego dość sztywnego, jak na dzisiejsze denimowe standardy, dżinsu. Dżinsy marki Seven z kolei zwykle są mocno rozciągliwe.

Niestety, z punktu widzenia klienta rozmiar na metce jest coraz częściej jedynie sugestią.

 

 

 

Demnie Gvasalii kończą się pomysły

mpaulk

Ewidentnie, Demnie Gvasalii, stojącym za kolektywną marką Vetements i dyrektorowi kreatywnemu Balenciagi, kończą się pomysły.

Gdy w październiku 2015 roku na paryskim pokazie mało znanej wówczas Vetements przemaszerował człowiek w t-shircie z napisem DHL, influencerzy modowi, a także redaktorzy pism modowych i lajfstalowych oszaleli. Wiosna i lato 2016 roku należały do Vetements. Bo marce udało się wykorzystać nostalgię związaną z latami 90., zachwyt nad ugly fashion, powrót do wszechobecnych logosów i obrandowywania wszystkiego, co się da, by pokazać coś starego w nowym komentarzu. Bo Gvasalia i spółka mieli spójną filozofię. I choć można było krytykować ceny (ponad 1k zł za t-shirt z logo DHLa, gdy niemalże identyczny pracownicy tej firmy kurierskiej dostawali za darmo; lub 6k zł za dżinsy uszyte ze starych levisów), to przekaz marki był wyraźny, a an dodatek niepozbawiony dystansu i poczucia humoru. Krytycy modowi poważnie traktowali to, co projektanci próbowali przekazać. Analizowali, rozważali, zastanawiali się, jak marka odnosi się do rzeczywistości.

Gvasalia stał się najgorętszym nazwiskiem w branży modowej, i postanowił to wykorzystać.

Jednak chyba nawet jako kreatywny Balenciagi nie potrafi wyjść z jednego tematu.

W nowej kolekcji jesień-zima 2017 stworzonej dla tej francuskiej marki znów wykorzystuje ten sam pomysł. Na t-shirtach, kurtkach i szalach pojawia się kolejne znane logo - tym razem z kampanii Berniego Sandersa. Jednak zamiast nazwiska demokratycznego kandydata na prezydenta USA pojawia się nazwa francuskiego brandu.

 

 

Logo 2017 #pfw #menswear @balenciaga #kering

A photo posted by Carole Matray (@carolematray) on


 

The Final Look @balenciaga #menswear #votebalenciaga #corporate #fw17

A photo posted by Self Service Magazine (@selfservicemagazine) on


Sądząc po sukcesie DHLowych t-shirtów, t-shirty Balenciagi ($250-$400 za jeden) z kopią logo Sandersa pewnie się sprzedadzą. I będą noszone przez wielu liberałów, którzy wciąż oficjalnie pozostają w stanie ciężkiej depresji z powodu zwycięstwa Donald Trumpa, a którzy to najwidoczniej nie zrozumieli, czemu Donald wygrał...

Nie mówiąc już o tym, że kampania Sandersa została właśnie sprowadzana do pustej wydmuszki, ładne logo bez większego znaczenia.

Ta kolekcja Balenciagi jest nawet ładna, ale szkoda, że Gvasalia zaczyna przypominać pastisz samego siebie.

 

 

 

 

 

 

Normcore - czyli być jak Caycee Pollard

mpaulk

Ten wpis mógłby mieć wielkie logo: Nudnie, modnie i wygodnie. Ale mieć go nie może, bo... Normcore nie dba o logo, normcore dba o wygodę i prostotę.

To jest wpis dedykowany, i używam tego modnego ostatnio słowa zgodnie z jego znaczeniem, bo tekst zainspirowany jest pytaniem znajomego (hello, MRW!), co to właściwie jest normcore, a potem następnego znajomego, który zastanawiał się, czemu uważam, że jestem normalsem (tak sobie spolszczam słowo "normcore", możliwie, że już istnieje inna polska nazwa), skoro nie ubieram się jak mężczyzna.

Gdy pod koniec lutego w New Yor Magazine pojawił się tekst o normcore odwołujący się do raportu K-Hole, agencji przewidującej trendy, która w październiku 2013 prognozowała, że normcore is the new big thing, temat zaistniał w lajstajlowym internecie. I się zaczęło opisywanie i odkrywanie nowego zjawiska, które właściwie nie jest ani nowe, ani nie wymaga odkrywania. Zawsze było, i zawsze będzie.

Bo normcore jest bardzo stary, i na swój sposób wieczny. Nie oznacza brzydoty ani też antystylu, stylu alternatywnego, nie oznacza ubrań w stylu lat 90., kupowania tanich ubrań, ubierania się na czarno, czy też noszenia New Balance'ów do wszystkiego. Jeśli autor tekstu o trendzie normcore zaczyna od wymieniania marek, to muszę Cię zmartwić, myli pojęcia i nie do końca rozumie, co to jest normcore. Normcore is not the new black, normalsi nie są nowymi hipstersami (choć pewnie niektórzy już zdążyli wyewoluować i zmienić opis na Insta).

 

Ucieszyłam się, gdy zobaczylam, że brytyjski Vougue w swoim internetowym tekście powołuje się na tę książkę:

Normcore jest bezpretensjonalny, jest prosty i średnio go obchodzi, czy dane ubranie jest z nowej kolecji, czy sprzed 10 lat. Ma być wygodne, a noszący je człowiek ma się dobrze czuć. Styl i moda są pochodną, a nie źródłem.

Normcore nie jest nowinką, i nie jest znany tylko z ulic (czy mody ulicznej) bywa neutralny genderowo (choć raczej biegnie w stronę uniseksowych ubrań lub ciuchów dla kobiet, ale o męskim stylu), choć nie musi - wystarczy popatrzeć na kolekcje spod ręki Phoebe Philo czy Stelli McCartney. Normcore bywa sportowy - tak jak na przykład u Alexandra Wanga. Normcore bywa luksusowy, bywa skromny (ubrania modnych ortodoksyjnych Żydówek - uwaga, "ortodoksyjne" ma tu nieco inne znaczenie niż to, do którego się przyzwyczailiśmy myśląc o religii; religijne Żydówki, które wcale nie są ultraortodoksyjne ani też Haredim, ubierają się skromnie, ale interesują się modą).

Normalsami są projektanci mody, którzy nie zawsze noszą to, co sami wypuszczają na wybieg - Muccia Prada, Michael Kors, Christopher Bailey, etc. Normalsem jest też jedna z pierwszych blogerek/szafiarek modowych, która jako pierwsza zaprojektowała kolekcję dla sieciówki - Elin Kling. Wdałabym się nawet w dyskusję broniąć tezy, że normalsem jest Anna Wintour. Polskim normalsem jest na przykład Ryfka z Szafy Sztywniary.

 

Drodzy piszący w Polsce o lajfstajlu, normcore nie pojawił się w 2014, naprawdę. Choć na przykład w bloksowych tagach go nie było.

 

© streets of warsaw
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci