Niedawno sobie uświadomiłam, że ubieram się w stylu, jaki bardzo mi się podobał w latach 90 zeszłego wieku. I na dodatek noszę dokładnie te rzeczy, o jakich wtedy nosiłam - podarte dżinsy, rozciągnięte podarte za duże swetry, najchętniej w paski, bransoletki z ćwiekami, martensy...
Być może po prostu to była epoka, która ukształtowała mnie estetycznie, i teraz, starzejąc się, wzdycham do swych nastoletnich stylizacji.
Na przykład marzy mi się koszula w kratę, i szukam idealnej. Nie musi być flanelowa. Ważna jest kratka. O, na przykład taka (gościnny występ T-R.I.P. i dj Full Crate).
Kulturalna, pl. Defilad
No... A skoro już przy Kulturalnej jesteśmy, to na zeszłosobotnim koncercie Stalley'a co drugi młody człowiek obu płci miał czapkę. Na głowie. W pomieszczeniu, w którym było bardzo parno. I tak sobie pomyślałam, że mamy tych młodych ludzi na pewno nie muszą biegać za nimi i krzyczeć: załóż czapkę. Powinny być wdzięczne trendowi neogrunge i hipsterom.
Ale mam dowód na to, że moja tęsknota za modą z lat 90. nie wynika li i jedynie z tęsknoty za własną młodością. Otóż, na przykład tańsza linia Alexandra Wanga krzyczy do mnie: lata dziewięcdziesiąte wracają full swingiem, bo przecież ta linia to grunge złamany i zgaszony minimalizmem Calvina Kleina z lat 90. Być może inni też tęsknią za latami 90.
Bo na przykład inny dowód - kampanie Prady z 1997 roku (1997 fall/winter) - wyglądają bardzo aktualnie, ten minimalizm i ta estetyka wraca.
WRACA! Niektóre z kreacji zaprezentowanych na pokazie kolekcji fall/winter 1996 Toma Forda dla marki Gucci wyglądają guzik w dekolt jak niektóre projekty z 2011 roku. A w bonusie - młodziutka Kate Moss.
(Za to muzyka, którą można usłyszeć na tym pokazie zupełnie się zestarzała i błagam trendowych bogów, by jej nie wracali).